Archiwum dla kwiecień, 2006


By znaleźć interesujący Cię artykuł skorzystaj z wyszukiwarki lub przeszukaj: Teksty wg dat publikacji

Ciało jako interfejs. O kilku (nie)przypadkowych sytuacjach, w których staję się (współ)twórcą

środa, kwiecień 19th, 2006

Tekst był publikowany w: Media. Ciało. Pamięć. O współczesnych tożsamościach kulturowych. Pod. red. A. Gwoździa i A. Nierackiej-Ćwikiel. Warszawa 2006.  

Nobody can’t be no-body
Marie-Luise Angerer

1

Być może moje, pozbawione informatycznej, technologicznej, ale i filozoficzno-estetycznej ścisłości, wykorzystanie kategorii interfejsu nadaje się do podobnego potraktowania jak to uczynili z szeregiem pojęć przywoływanych przez, na przykład Virilia, Deleuze’a i Guattariego czy Baudrillarda, Alan Sokal i Jean Bricmont w Modnych bzdurach (1). A zatem należałoby zarzucić mi woluntarystyczną i niczym nie uzasadnioną aplikację oraz używanie terminu bez oglądania się na jego nie tylko semantyczne konotacje, ale i olbrzymią już dziś literaturę przedmiotu. Małą czy wręcz żadną dbałość o precyzję, elementarny brak poszanowania dla metodologicznej poprawności, w efekcie prowadzącą do „prymitywnych nadużyć”, a może i „demonstrującą całkowitą obojętność, jeśli nie pogardę, wobec faktów i logiki” (2). Zawsze oczywiście w takim momencie można tłumaczyć się prawem do stosowania ujęć metaforycznych – zwłaszcza w dziedzinie tak mało weryfikowalnej, jaką jest na przykład teoria czy estetyka nowych mediów, albo wiedza (nie nauka przecież) o cyberkulturze. Pomimo jednak wielu nieporozumień, jakie często są efektem nadmiernego dziś upodobania do posługiwania się metaforami (nie chodzi rzecz jasna o wypowiedzi poetyckie), to przecież nie sposób nie dostrzec, iż to właśnie ten sposób oglądu (cyber)rzeczywistości pozwala opisywać obszary dotychczas nie rozpoznane, trudno poddające się analizie i w efekcie zrozumieniu. „’Zrozumieć’ to tyle, co dopasować widzenie zjawisk do owego świata, który rozumie się bez wysiłku rozumienia, rozumie się bez zastanawiania, co to znaczy rozumieć. Stąd rola poznawcza metafory. Zestawia ona to, co niejasne, z tym co oczywiste; podszeptuje (zawsze wybiórczo, rzecz jasna) powinowactwo, podobieństwo; podpowiada: tam, jak tu – a przez to pozwala posłużyć się językiem dla przejrzystego tu przeznaczonym, a więc i odbieranym jako przejrzysty, dla przedstawienia tego, co jak dotąd nieprzenikliwe i niewyrażalne”(3). (more…)

Człowiek i aparat. Viléma Flussera filozofia fotografii

środa, kwiecień 19th, 2006

Tekst był publikowany w: V. Flusser, Ku filozofii fotografii. Przeł. J. Maniecki. Wstęp i red. P. Zawojski. Katowice 2004.

1

Byłoby zapewne dużą przesadą stwierdzenie, iż Vilém Flusser jest postacią nieznaną w Polsce, jednocześnie jednak zaraz trzeba dodać, że jest on, a ściślej rzecz biorąc jego filozoficzny dorobek, zbyt mało znany. Dość powiedzieć, że prezentowany tutaj obszerny esej poświęcony filozoficznym aspektom fotografii stanowi pierwszą książkową prezentację jego myśli. Można na wstępie postawić pytanie, czy to dobry pomysł, by jako pierwszą, mając nadzieję, iż nie ostatnią, polski czytelnik otrzyma pracę poświęconą fotografii? Czy nie należało raczej przygotować wyboru pism, który zaprezentował by niezwykle szerokie zainteresowania czeskiego (z pochodzenia) i prawdziwie międzynarodowego zarazem (z racji peregrynacji życiowych i zawodowych) myśliciela? Tą drogą na przykład poszli wydawcy amerykańscy i brytyjscy przygotowując w roku 2002 angielskie wydanie pism Flussera (1), ale czytelnicy angielskojęzyczni byli w o tyle lepszej sytuacji, iż angielskie wydanie Ku filozofii fotografii, opublikowane przez EUROPEAN PHOTOGRAPHY Andreasa Müller-Pohle w roku 1984 (2), pojawiło się zaledwie rok po oryginalnym wydaniu nimieckim.  (more…)

Cyfrowe wyzwania

środa, kwiecień 19th, 2006

Tekst był publikowany w „Biuletynie Polskiego Towarzystwa Estetycznego” 2004, nr 4.

Kilka lat temu pisząc o książce Piękno w sieci. Estetyka a nowe media pod redakcją Krystyny Wilkoszewskiej (1) wyraziłem nadzieję, że ten ważny i niezwykle potrzebny w polskim piśmiennictwie estetycznym rekonesans badawczy zaowocuje w przyszłości nowymi inicjatywami badawczymi i w efekcie kolejnymi publikacjami. Okazuje się, że były to, niestety, nadzieje na wyrost. Tym bardziej musi to dziwić, bowiem jeśli dziś pytamy o „kondycję estetyczną”, to chyba dla nikogo nie ulega wątpliwości, że obecnie jednym z najważniejszych wyzwań, jakie stają przed estetykami są problemy implikowane rewolucją technologiczną, która jest rezultatem awansu „ideologii cyfrowości”. (more…)

Cybersztuka jako awangarda naszych czasów

środa, kwiecień 19th, 2006

 Tekst był publikowany w: Wiek awangardy. Pod red. L. Bieszczad. Kraków 2006.

 1
Pisała niegdyś Krystyna Wikoszewska o prefiksach „w roli wyznaczników współczesności”, zastanawiając się dlaczego tak łatwo przychodzi nam łączenie „post-”, „inter-” i „hiper-” w rozmaitych kombinacjach ze starymi, dobrze już ugruntowanymi i zakorzenionymi w języku pojęciami. „Czy dlatego – pytała – że radykalność zmian jest pozorna i intuicyjnie wyczuwamy kontynuację; czy też dlatego, że radykalność zmian jest tak wielka, że nie potrafimy stworzyć nowych, to znaczy absolutnie nowych, pojęć?” (1). Choć zdaję sobie sprawę z tych dylematów i podzielam te wątpliwości, do owej triady chciałbym dorzucić jeszcze jeden prefiks, w ostatnim czasie używany być może nawet częściej niż te wymienione wcześniej – jest nim przedrostek „cyber”.

(more…)

Barthes, Horowitz, aparat, fotografia

środa, kwiecień 19th, 2006

Tekst był publikowany w: Estetyka sensu largo. Pod red. F. Chmielowskiego. Kraków 1998.

Roland Barthes od początku swej działalności krytycznej i teoretycznej zainteresowany był fenomenem fotografii. Pod koniec lat pięćdziesiątych, kiedy w duchu strukturalistycznym analizował zjawisko mitu jako ciągłego przekształcania tego, co kulturowe i historyczne, w to, co ma znamiona naturalności i normy społecznej, wynikającej z prawa naturalnego, to właśnie fotograficzne przykłady stanowiły dlań doskonały materiał egzemplifikacyjny [Barthes 1970]. Na początku lat sześćdziesiątych przekonany o metodologicznej „wydajności” semiotyki, najpierw w tekście Le message photographique [1961], w duchu Andre Bazina utrzymywał, iż fotografia w sposób dosłowny oddaje rzeczywistość, będąc jej doskonałym analogonem. Później, w Retoryce obrazu, artykule z roku 1964 [Barthes 1985], stworzył słynną formułę fotografii, jako przekazu bez kodu. Trzeci sens [Barthes 1971], opublikowany w roku 1970 może być traktowany jako zapowiedź nowego podejścia do obrazów fotograficznych, choć artykuł w istocie dotyczył kilku wybranych fotogramów z filmów Siergieja Eisensteina. Tytułowy „trzeci sens”, sens otwarty, zapowiada otwarcie samego Barthesa na nowe obszary i odchodzenie od paradygmatu strukturalno-semiotycznego. (more…)

Sztuka upiększania śmierci?

wtorek, kwiecień 4th, 2006

Tekst był publikowany w „Opcjach” 2002, nr 4-5.

Takie debiuty w kinie zdarzają się niezwykle rzadko: entuzjastyczne przyjęcie publiczności (chociaż nie tej masowej), któremu wtórują zachwyty światowej krytyki, a do tego film, a właściwie jego twórca, zbiera kolekcję nagród festiwalowych (nagroda w Cannes za scenariusz, Cezar za najlepszy debiut, Europejska Nagroda Filmowa za scenariusz, Złoty Glob dla najlepszego filmu zagranicznego, nagrody publiczności na festiwalach w San Sebastian, Los Angeles, Rotterdamie, São Paulo). I wreszcie Oscar dla najlepszego filmu zagranicznego – jak na trzydziestoletniego debiutanta z Bośni, to prawdziwie olśniewający początek drogi artystycznej. Można jednak powiedzieć, że Danis Tanovič do swego debiutu przygotowywał się blisko 10 lat. I nie chodzi przy tym o jego edukację filmową (najpierw w Akademii Filmowej w Sarajewie, potem w Belgii), ale o trochę inną „szkołę”, jaką przeszedł w trakcie wojny bośniacko-serbskiej. Gdy zaciągał się do wojska – jak sam mówi – nie wyobrażał sobie, że wojna może trwać aż cztery lata. Spędził je na linii frontu z kamerą i nie ulega wątpliwości, że to było najważniejsze doświadczenie, które zaowocowało Ziemią niczyją. Wcześniej realizował dokumenty o konflikcie bałkańskim dla bośniackiego rządu i międzynarodowych organizacji humanitarnych, zaangażował się też w kampanię wyborczą podczas wyborów w Bośni. (more…)

Znowu razem

wtorek, kwiecień 4th, 2006

Tekst był publikowany w „Opcjach” 2003, nr 1.

„Miłość Penny do swojego partnera, taksówkarza Phila, wygasła. To delikatny, filozoficznie usposobiony facet, ona pracuje w kasie supermarketu. Ich córka Rachel pracuje jako sprzątaczka w domu starców, a ich agresywny syn Rory jest bezrobotny. Szczęście opuściło Phila i Penny, lecz kiedy niespodziewanie zdarza się tragedia – ponownie odkrywają swoja miłość. Film był realizowany w robotniczych dzielnicach Londynu, akcja dzieje się podczas weekendu. Opowiada on także o najbliższych sąsiadach głównych bohaterów, których losy splatają się z ich życiem. Wszyscy oni doświadczają emocjonalnej podróży”. Taki synopsis można przeczytać na oficjalnej stronie internetowej najnowszego filmu Mike’a Leigh. Zastanawiam się, czy kogoś, kto nigdy nie słyszał o tym twórcy, nie widział żadnego z jego wcześniejszych filmów może on zachęcić do spędzenia w kinie ponad dwóch godzin? (more…)

Zagraj to jeszcze raz, Woody

wtorek, kwiecień 4th, 2006

Tekst był publikowany w “Opcjach” 2000, nr 6. 

Przyznaję, że regularność z jaką Woody Allen od trzech dziesięcioleci „dostarcza” swoim wielbicielom (i bardzo licznym wrogom) swoje filmy, doprowadziła mnie w pewnym momencie do stanu pewnego znużenia, wynikającego z nadmiaru. W latach dziewięćdziesiątych zrealizował on kolejnych dziesięć filmów fabularnych, w kilku kolejnych wystąpił jako aktor, dubbingował nawet głównego bohatera w animowanej Mrówce Z (1998), a także zgodził się wyruszyć w trasę koncertową po Europie ze swoim zespołem New Orleans Jazz Band, z którym co poniedziałek od niepamiętnych czasów gra na klarnecie w nowojorskim Michael’s Pub, w efekcie czego powstał intrygujący dokument zrealizowany przez Barbarę Kopple Wild Man Blues (1997). I to chyba ten film niejako przypomniał mi o „istnieniu” Allena. (more…)

Z życia mrówek

wtorek, kwiecień 4th, 2006

Tekst był publikowany w „Opcjach” 1999, nr 2.

Kiedy w roku 1986 John Lasseter zaprezentował na kilku prestiżowych przeglądach i konkursach twórczości eksperymentalnej, takich jak SIGGRAPH, czy ARS ELECTRONICA (wzbudzając zachwyty i zbierając nagrody) zadziwiającą animacje komputerową Luxo Jr. (1986), być może nikt nie przypuszczał, że już wkrótce ten młody realizator przyczyni się do zrewolucjonizowania rynku produkcji filmów animowanych. Przezabawna, kilkuminutowa animacja, w której dwie zwyczajne, realistycznie wyglądające lampy – duża i mała, mama (tata) i dziecko - toczą przyjazny mecz „gumową” piłką, pokazały zupełnie nowe możliwości, jakie tkwią w tworzeniu syntetycznych obrazów komputerowych. Rewolucyjne w tej realizacji było coś, co do tej pory stwarzało twórcom komputerowym szereg kłopotów, a mianowicie problem cienia przedmiotów tworzonych przy użycia grafiki i animacji komputerowych. Technika zwana self-shadowing, stworzona na potrzeby tej realizacji, polegająca na tym, że obiekty wirtualnie istniejące na monitorze komputera, rzucają swój własny, „naturalny” cień okazała się przełomowym momentem w rozwoju animacji komputerowej. (more…)

We władzy liczby. Zapiski na marginesie Π Darrena Aronofsky’ego

wtorek, kwiecień 4th, 2006

Tekst był publikowany w „Opcjach” 2003, nr 4-5.

„Matematyka to język natury.
Wszystko można przedstawić i pojąć za pomocą liczb”.
Leonardo da Vinci

Czy film może być narzędziem poznania, czy proces poznania albo odkrywania tego, co (nie)poznawalne może jedynie unaocznić, zobrazować, wynieść na powierzchnię? W refleksji na temat kina wielokrotnie w przeszłości pojawiał się wątek swego rodzaju „niższości” kina w porównaiu na przykład do literatury, jeśli chodzi o możliwości traktowania go jako środka, języka, medium dla szukania odpowiedzi na pytania natury filozoficznej, poznawczej, metafizycznej. Owa wrodzona, jak chcą niektórzy, ułomność skazuje kino na wieczną podrzędność w hierarchii sztuk, pozwala na lekceważące traktowanie, spychanie na pozycje ubogiego krewnego prawdziwej sztuki, którą kino nigdy nie było i nie będzie. A zatem, zapytam jeszcze raz, czy kino może być traktowane jako swoisty instrument poznawczy, a przy tym wehikuł dla refleksji na temat możliwości i ograniczeń wszelkiego poznania? Zdecydowanie tak, choć oczywista musi być świadomość specyficznego rodzaju „dyskursywności” filmu, która niewiele ma wspólnego z dyskursem naukowym, a więcej z wieloznaczną metafizyką, będącą cechą przedstawień obrazowych. „Tym, co w filmie zasługuje na pochwałę – mówi David Lynch – jest to, że dzięki niemu można sobie uświadomić pewien aspekt zjawisk, którego nie potrafią wyrazić słowa. Ale film nie wyjaśni wszystkiego, ponieważ na świecie istnieje tak wiele tropów i tak wiele odczuć, które w końcu stają się dla nas tajemnicą – a więc i łamigłówką, którą trzeba rozwiązać. A gdy zacznie się myśleć w ten sposób, można oszaleć na punkcie poszukiwania znaczeń […]. Świadomość istnienia tajemnicy to POTĘŻNE PRZEŻYCIE. Świadomość, że poza tym, co napotyka ludzkie oko, dzieje się znacznie więcej, jest czymś ekscytującym” (Lynch 1999, s. 47-48). Zapewne zarówno dla Darrena Aronofsky’ego, jak i Maxa Cohena, bohatera filmu Π, te słowa muszą wydawać się bardzo bliskie. Wczesne filmy Lyncha, takie jak Głowa do wycierania 1977, Człowiek-słoń 1980, mogą być swego rodzaju punktem odniesienia dla debiutu Aronofsky’ego, choć on sam częściej powołuje się na wpływy Polańskiego, Gilliama, Kurosawy, Felliniego. Zresztą tak się składa, że jednym z opiekunów przyszłego reżysera w American Film Institute był nie kto inny jak Stuart Cornfeld – współpracujący przy produkcji Człowieka-słonia. Co ciekawe, uczył go także stary mistrz Miklós Jancsó, niepoprawny „niewolnik rytualnych form”, jak o nim pisano, formalista, który doprowadził swoją niepowtarzalną stylistykę do skrajności. Owa wiara w formę bliska jest Aronofsky’emu, ciekawe czy oglądał filmy Węgra? (more…)


  Tora Antykwariat