Dokąd zmierza sztuka nowych mediów? DEAF i Ars Electronica 2007

Tekst był publikowany w „Opcjach” 2007, nr 3. 

Jest takie zdjęcie Nam June Paika na okładce wydawnictwa, które ukazało się po śmierci (w roku ubiegłym) tego jednego z najważniejszych artystów (nowych) mediów, na którym zobaczyć można koreańskiego artystę przeraźliwie ziewającego. Nuda? Czy tak mogłaby wyglądać najkrótsza, a przy tym bardzo wymowna, diagnoza kondycji sztuki nowych mediów? Nie chciałbym sprawy upraszczać, ale to, co zobaczyłem uczestnicząc ostatnio w licznych ważnych festiwalach oraz przeglądach europejskich poświęconych wykorzystaniu nowych technologii w sztuce (Barcelona, Berlin, Karlsruhe, Wrocław, Rotterdam, Linz) i wielkich imprezach poświęconych sztuce współczesnej, takich jak documenta w Kassel czy weneckie Biennale, gdzie sztuka mediów się oczywiście pojawia, każe mi skonstatować pewien paradoks. Z jednej strony, olbrzymia ilość artystów, prac, nowych narzędzi kreacji, konceptów teoretycznych pojawiających się w towarzyszących wydarzeniom artystycznym sympozjach konferencjach, panelach dyskusyjnych – musi robić wrażenie. Z drugiej jednak strony - wszystko to niepokoi, bowiem w tej masie zjawisk wcale nie tak łatwo jest znaleźć coś naprawdę wyjątkowego, coś co porusza, co natychmiast można uznać za dzieła wybitne, takie, które nie tylko zostanie w mojej pamięci, ale i w długoterminowej „pamięci” czy też historii sztuki mediów.
 Odbywający się co dwa lata rotterdamski DEAF (choć obecna edycja, nieco spóźniona odbyła się w trzy lata po poprzedniej) i coroczna Ars Electronica, to, obok berlińskiego transmediale, obecnie najważniejsze festiwale (i konkursy zarazem, jeśli chodzi o te dwie ostatnie imprezy) europejskie, które gromadzą najważniejszych artystów i teoretyków nowych mediów. Ars Electronica jest zdecydowanie najważniejszą tego typu imprezą na świecie, swoim organizacyjnym rozmachem, ilością prezentacji, gości z całego świata nieporównywalną z DEAF, który ma charakter o wiele bardziej kameralny. Tegoroczna edycja Holenderskiego Festiwalu Sztuki Elektronicznej, bo tak brzmi jego pełna nazwa, odbywała się pod atrakcyjnie brzmiącym hasłem Interact or Die!, co można przetłumaczyć jako „Współdziałaj albo umieraj!”. Dodajmy – współdziałaj, ale w szerokim rozumieniu pojęcia interaktywności (bądź interakcyjności) i w kontekście praktyk sieciowych, choć nie tylko o sieci internetowe tutaj chodzi, co raczej o pewną ideę globalnej interkonektywności społecznej i kulturowej.
 Wystawa główna w Rotterdamie zgromadziła jak zwykle prace artystów z całego świata, z których część widziałem już w innych miejscach (choćby znakomite Drawn Zachary  Liebermana, prezentowane przez niego również jako performance, a od pewnego czasu także jako stały obiekt Museum of the Future w Ars Electronica Center w Linzu). Moją uwagę zwróciła praca zatytułowana Ondulation Kanadyjczyka Thomasa McIntosh’a, będąca rodzajem dźwiękowej instalacji wykorzystującej dźwięk, wodę i światło. Interesujący projekt integrujący różne media, jednocześnie w jakiś sposób projektujący dla mnie sposób „poruszania” się po kolejnych wydarzeniach festiwalu, bowiem okazało się, iż wszystkie te przedsięwzięcia, które miały związek z dźwiękiem wydały mi się najbardziej interesującym segmentem DEAF. W momentach zwątpienia co do wartości sztuki elektronicznej zawsze zresztą mogłem odpocząć zwiedzając Museum Boijmans. Bosch, Bruegel, van Gogh, Chagall, Delavaux, Mondrian, Kandinsky, Dali, Miró, Warhol i dziesiątki innych „klasycznych” artystów stanowiły niezłą przeciwwagę dla nowomedialnych eksperymentów, ale - jak to zwykle bywa - i w tym miejscu nie dało się uciec od nowych mediów, na dziedzińcu muzeum znajdowała się bowiem znakomita instalacja dźwiękowa Edwina van der Heidego Pneumatic Sound Fild. Ten projekt jest przykładem jak w udany sposób w przestrzeni tradycyjnego muzeum można eksponować obiekt sztuki mediów, a przy tym jak dyskretnie można aktywować uwagę widzów-uczestników, którzy staja się mimowolnymi interaktorami uruchamiającymi instalację, generując środowisko dźwiękowe przy pomocy własnego ciała obecnego w wyczulonej na nie przestrzeni.
 Van der Heide był też jednym z wykonawców koncertu honorującego dwudziestopięciolecie V2_ – instytucji organizującej festiwal, na co dzień zaś miejsca, w którym działają artyści, kuratorzy i aktywiści sztuki nowych mediów, tworzący jeden z najbardziej znaczących ośrodków europejskich w tej dziedzinie. W jego trakcie wystąpili m.in. Ryoji Ikeda, Mouse on Mars, Staalplaat Soundsystem oraz Maurice Benayoun i Jean-Baptiste Barrière. Jeśli dodamy do tego kolejne wieczory muzyczne, w których prezentował się jeden z pionierskich ośrodków nowej muzyki elektroakustycznej w Europie, jakim jest amsterdamski STEIM (z jego guru Michelem Waisviszem, a także  Atau Tanaką, Mazenem Kerbajem i Joel Ryan), oraz interesujący koncert TodaysArt prezentujący nowe trendy w zakresie współdziałania muzyki i obrazu, na którym pojawili się tacy artyści jak Rechenzentrum, Scan7 czy Remco Schuurbiers – to można bez przesady powiedzieć, iż tegoroczny DEAF w dużej mierze został zdominowany przez projekty muzyczne i okołomuzyczne.
  Ars Electronica od lat udowadnia, że Linz można uznać za najważniejsze dziś miejsce na świecie, gdzie przyznaje się nagrody w dziedzinie cybersztuki, bo takie określenie od  lat lansują organizatorzy Prix Ars Electronica. W tym roku przybyła nowa kategoria sztuki hybrydycznej (obok takich kategorii jak animacja i filmowe efekty specjalne, sztuka interaktywna, muzyka digitalna, sieciowe społeczności, u-19 – dla artystów austriackich poniżej dziewiętnastego roku życia), w której jury przyznaje Złotą Nikę, nagrodę porównywalną z Oscarem w branży filmowej. W tej nowej kategorii sztuki hybrydycznej jedną z głównych nagród otrzymał polski artysta – co prawda od ponad  dwudziestu pięciu lat pracujący za granicą (obecnie w Kolonii) – Zbigniew Oksiuta. Jego zadziwiające projekty wykorzystujące najnowsze technologie i wiedzę z zakresu biologii i biochemii, będące swoistą wersją zarówno bioartu, jak i rozwijające w specyficzny sposób różnorakie formy architektoniczne (sam artysta jest z wykształcenia architektem) budzą nie tylko zaciekawienia, ale i szereg pytań odnoszących się do granic współczesnej sztuki i jej przenikania się z badaniami naukowymi.
Innym polskim akcentem w konkursie, tym razem komputerowego filmu animowanego, było nagrodzenie pracy Grzegorza Jonkajtysa i Marcina Kobyleckiego zatytułówanej Ark. To kolejny już sukces twórców związanych ze studiem Platige Image. Przypomnę, że w roku 2005 Tomek Bagiński, także związany z tym studiem, otrzymał w Linzu Złotą Nikę za Sztukę spadania. Co prawda Jonkajtys od pewnego czasu mieszka w Stanach Zjednoczonych, współpracując przy realizacji efektów specjalnych dla wielkich hollywoodzkich produkcji, nie zmienia to jednak faktu, że wspominany film reprezentuje polskie studio.
W tym roku organizatorzy festiwalu w Linzu wybrali „pożegnanie z prywatnością” (Goodbye Privacy) jako hasło przewodnie. Z jednej zatem strony, uwaga została zwrócona na kurczące się obszary, w których możemy czuć się „bezpiecznie”, bo nie jesteśmy nieustannie monitorowani, podglądani i śledzeni, z drugiej zaś, głównym motywem festiwalu stała się rozrastająca się wciąż – równoległa  do tej rzeczywistej – wirtualna rzeczywistość. Second City było oczywistym nawiązaniem do sieciowego Second Life. Dziesiątki projektów artystycznych, i nie tylko, w różnoraki sposób pokazywało jak te dwa światy stają się na dobrą sprawę jednym, zintegrowanym, wcale nie konkurencyjnym, ale uzupełniającym się środowiskiem. 
Podsumowanie takiego wydarzenia jak Ars Electronica w Linzu wydaje się zadaniem karkołomnym. Tutaj po prostu trzeba być co roku, by móc uświadomić sobie, jak wiele pytań i problemów rodzi się na styku sztuki, nauki i technologii. W pamięci zaś pozostaje mnogość zdarzeń: Ted Nelson (twórca pojęcia hipertekst) i Lev Manovich (najbardziej chyba dziś wpływowy teoretyk nowych mediów) występujący po sobie w trakcie jednej z wielu konferencji, Julien Maire i jego magiczny performance Digit, Phantasm Takahiro Matsuo, Camera Lucida: Sonochemical Observatory Eveliny Domnitch i Dmitry’a Gulfanda, Unreflective Mirror Masaki Fujihaty, Se Mi Sei Vicino Sonii Cillari. I wreszcie performance Feed Kurta Hentschlägera, z którego ledwo wyszedłem żywy…
 Nie ma alternatywy. Jeśli chcecie wiedzieć, co obecnie ważnego dzieje się w świecie cyberkultury, już dziś szykujcie się na kolejną edycję Ars Electronica.
DEAF 07 (Dutch Electronic Art Festiwal). 10-29.04.2007. Rotterdam. Ars Electronica. Festiwal for Art, Technology and Society. 05-11.09.2007. Linz .   

Dodaj komentarz

Musisz być zalogowany by dodać komentarz.