<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
		>
<channel>
	<title>Komentarze do: Jean Baudrillard i fotografia</title>
	<atom:link href="http://www.zawojski.com/2008/11/06/jean-baudrillard-i-fotografia/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.zawojski.com/2008/11/06/jean-baudrillard-i-fotografia/</link>
	<description>Fotografia - Film - Nowe Media - Cyberkultura</description>
	<lastBuildDate>Fri, 17 Dec 2010 17:55:37 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.2.1</generator>
	<item>
		<title>Autor: PIOTR ZAWOJSKI &#187; Blog Archive &#187; Jean Baudrillard, czyli…</title>
		<link>http://www.zawojski.com/2008/11/06/jean-baudrillard-i-fotografia/#comment-2442</link>
		<dc:creator>PIOTR ZAWOJSKI &#187; Blog Archive &#187; Jean Baudrillard, czyli…</dc:creator>
		<pubDate>Fri, 29 Oct 2010 18:56:34 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.zawojski.com/2008/11/06/jean-baudrillard-i-fotografia/#comment-2442</guid>
		<description>[...] Ponownie próbuję zastanowić się nad swoją fascynacją niegdyś oglądanymi zdjęciami wykonanymi przez Baudrillarda – zapewne początkowo była to tylko próba odszukania jakieś formy dopowiedzenia jego teorii. Albo wręcz odwrotnie – znalezienia miejsc jej zaprzeczającej, obszaru niekonsekwencji. W efekcie doprowadziło to mnie do obszernej rozprawy poświęconej Baudrillardowi jako praktykowi i teoretykowi fotograficznego medium (zob. Jean Baudrillard i fotografia, „Kultura Współczesna” 2008, nr 1 albo http://www.zawojski.com/2008/11/06/jean-baudrillard-i-fotografia/). Tym razem chcę zwrócić uwagę na pewną „wirtualną hipotezą” (tylko takie przecież jeszcze są wedle Baudrillarda możliwe) głoszącą, iż oto &#8220;doszliśmy do miejsca, w którym nie ma już rzeczywistości na horyzoncie. Istnieje jedynie integralny obieg z techniką cyfrową&#8221;. Niejako na przekór dominacji technologii cyfrowej on sam wykonuje zdjęcia tradycyjnym aparatem, w tym geście, jak wspomniałem wynikającym poniekąd z przypadku, kryje się jednak, niewyrażana wprost, wyraźna postawa polemiczna wobec obezwładniających i „uwodzących” trendów ponowocześności zdominowanej przez nowe media i nowe, cyfrowe technologie. Paradoks obrazu cyfrowego polega na tym, że jego autoreferencyjność i samozwrotność najczęściej odsyła do samego… obrazu właśnie. Przedstawienie (albo przedstawianie) okazuje się być niezwykle problematyczne, tym bardziej kiedy, tak jak w przypadku Baudrillarda, uważa się, że obraz nie jest rodzajem przedstawienia. Fotografia raczej opisuje niż przedstawia, przypomina się Flusserowska formuła „fotografii jako definiowania”. No dobrze, ale co może być przedmiotem fotograficznego opisu? Patrzę na jedno z najsławniejszych zdjęć Baudrillarda zatytułowane (choć to nie do końca precyzyjne określenie, bowiem uciekając od prostych referencji tytuły zdjęć teoretyka ograniczały się do określenia miejsca i czasu wykonania zdjęcia) Sainte Beuve 1987. Widzę pusty fotel przykryty czerwoną narzutą – prawdopodobnie jeszcze przed chwilą siedział na nim autor zdjęcia, teraz daje mi swój paradoksalny autoportret, paradoksalny, bo swoje bycie manifestuje przez nieobecność. Jego obecność wyraża się w pustej formie śladu po byłej obecności. Podmiot zniknął, jest tylko przedmiot, w którym odcisnęła się znikająca (jak w teorii sformułowanej przez przyjaciela Baudrillarda i jego wielokrotnego polemisty – Paula Virilio, czyli „estetyce znikania”) obecność. Fotografia zresztą nie może być żadnym dowodem na istnienie podmiotu, tak jak podmiot właściwie nie istnieje jako sprawca zdjęcia, bowiem to przedmioty decydują o tym, czy zostaną sfotografowane. Dlatego Baudrillard nigdy nie powie o sobie jako autorze, tak jak nie powie, iż jego zdjęcia mają jakikolwiek związek ze sztuką. W istocie bowiem fotograficzne medium w rękach Baudrillarda staje się formą manifestowania pustki. Kiedy zastanawiam się nad tym, co jest istotą tego zdjęcia, na którym niewidoczny (ten który zniknął) Baudrillard w jakimś sensie obnaża swoje nie-istnienie za pośrednictwem fotograficznego medium, to dochodzę do wniosku, że jedną z najbardziej niezwykłych własności fotografii jest unaocznienie znikania. Nie jest to zapewne nic szczególnie odkrywczego; sytuacja się komplikuje, kiedy owo unaocznienie dokonuje się za sprawą wizualnej nieobecności już nie tylko podmiotu, ale i redukcji przedmiotu(ów), w których mogłaby się manifestować jego obecność. Fotografia zatem nie ilustruje żadnego zdarzenia, ona sama jest zdarzeniem. To postawa skrajna, głosząca transparentność medium, bo i fotograf staje się tylko medium, przedmioty mówią same, chciałoby się powiedzieć – za siebie (ale i za nas). Nie wchodzi w grę żadna manipulacja, żadna formalna gra, postprodukcyjna obróbka. W czasach technologicznego „obrabiania” wszystkiego, cyfrowej dekompozycji fotografii i rzeczywistości, to zdjęcie właśnie może być czystym zapisem, obserwacją rzeczywistości w jej stanie naturalnym, nieprzetworzonym, nieprzefiltrowanym przez żadną zbędną technologię, poza niezbędnym fotograficznym minimum (obiektyw, światło, negatyw, papier). [...]</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>[...] Ponownie próbuję zastanowić się nad swoją fascynacją niegdyś oglądanymi zdjęciami wykonanymi przez Baudrillarda – zapewne początkowo była to tylko próba odszukania jakieś formy dopowiedzenia jego teorii. Albo wręcz odwrotnie – znalezienia miejsc jej zaprzeczającej, obszaru niekonsekwencji. W efekcie doprowadziło to mnie do obszernej rozprawy poświęconej Baudrillardowi jako praktykowi i teoretykowi fotograficznego medium (zob. Jean Baudrillard i fotografia, „Kultura Współczesna” 2008, nr 1 albo <a href="http://www.zawojski.com/2008/11/06/jean-baudrillard-i-fotografia/" rel="nofollow">http://www.zawojski.com/2008/11/06/jean-baudrillard-i-fotografia/</a>). Tym razem chcę zwrócić uwagę na pewną „wirtualną hipotezą” (tylko takie przecież jeszcze są wedle Baudrillarda możliwe) głoszącą, iż oto &#8220;doszliśmy do miejsca, w którym nie ma już rzeczywistości na horyzoncie. Istnieje jedynie integralny obieg z techniką cyfrową&#8221;. Niejako na przekór dominacji technologii cyfrowej on sam wykonuje zdjęcia tradycyjnym aparatem, w tym geście, jak wspomniałem wynikającym poniekąd z przypadku, kryje się jednak, niewyrażana wprost, wyraźna postawa polemiczna wobec obezwładniających i „uwodzących” trendów ponowocześności zdominowanej przez nowe media i nowe, cyfrowe technologie. Paradoks obrazu cyfrowego polega na tym, że jego autoreferencyjność i samozwrotność najczęściej odsyła do samego… obrazu właśnie. Przedstawienie (albo przedstawianie) okazuje się być niezwykle problematyczne, tym bardziej kiedy, tak jak w przypadku Baudrillarda, uważa się, że obraz nie jest rodzajem przedstawienia. Fotografia raczej opisuje niż przedstawia, przypomina się Flusserowska formuła „fotografii jako definiowania”. No dobrze, ale co może być przedmiotem fotograficznego opisu? Patrzę na jedno z najsławniejszych zdjęć Baudrillarda zatytułowane (choć to nie do końca precyzyjne określenie, bowiem uciekając od prostych referencji tytuły zdjęć teoretyka ograniczały się do określenia miejsca i czasu wykonania zdjęcia) Sainte Beuve 1987. Widzę pusty fotel przykryty czerwoną narzutą – prawdopodobnie jeszcze przed chwilą siedział na nim autor zdjęcia, teraz daje mi swój paradoksalny autoportret, paradoksalny, bo swoje bycie manifestuje przez nieobecność. Jego obecność wyraża się w pustej formie śladu po byłej obecności. Podmiot zniknął, jest tylko przedmiot, w którym odcisnęła się znikająca (jak w teorii sformułowanej przez przyjaciela Baudrillarda i jego wielokrotnego polemisty – Paula Virilio, czyli „estetyce znikania”) obecność. Fotografia zresztą nie może być żadnym dowodem na istnienie podmiotu, tak jak podmiot właściwie nie istnieje jako sprawca zdjęcia, bowiem to przedmioty decydują o tym, czy zostaną sfotografowane. Dlatego Baudrillard nigdy nie powie o sobie jako autorze, tak jak nie powie, iż jego zdjęcia mają jakikolwiek związek ze sztuką. W istocie bowiem fotograficzne medium w rękach Baudrillarda staje się formą manifestowania pustki. Kiedy zastanawiam się nad tym, co jest istotą tego zdjęcia, na którym niewidoczny (ten który zniknął) Baudrillard w jakimś sensie obnaża swoje nie-istnienie za pośrednictwem fotograficznego medium, to dochodzę do wniosku, że jedną z najbardziej niezwykłych własności fotografii jest unaocznienie znikania. Nie jest to zapewne nic szczególnie odkrywczego; sytuacja się komplikuje, kiedy owo unaocznienie dokonuje się za sprawą wizualnej nieobecności już nie tylko podmiotu, ale i redukcji przedmiotu(ów), w których mogłaby się manifestować jego obecność. Fotografia zatem nie ilustruje żadnego zdarzenia, ona sama jest zdarzeniem. To postawa skrajna, głosząca transparentność medium, bo i fotograf staje się tylko medium, przedmioty mówią same, chciałoby się powiedzieć – za siebie (ale i za nas). Nie wchodzi w grę żadna manipulacja, żadna formalna gra, postprodukcyjna obróbka. W czasach technologicznego „obrabiania” wszystkiego, cyfrowej dekompozycji fotografii i rzeczywistości, to zdjęcie właśnie może być czystym zapisem, obserwacją rzeczywistości w jej stanie naturalnym, nieprzetworzonym, nieprzefiltrowanym przez żadną zbędną technologię, poza niezbędnym fotograficznym minimum (obiektyw, światło, negatyw, papier). [...]</p>
]]></content:encoded>
	</item>
</channel>
</rss>

